Ta bezsenność, uporczywa bezsenność..
Próbowałam zwyciężyć, ale przed chwilą podnosząc głowę zauważyłam,że niebo pożegnało już gwiazdy i robi się blado żółte, a ptaki coraz głośniej rozbudzają się do dnia..
Przegrałam...
Będąc małą dziewczynką prosiłam babcię idącą o świcie po mleko by mnie budziła-fascynował mnie wschód słońca...coś nowego, zamykającego wszystkie wątki dnia poprzedniego..to nie zachód słońca kończy dzień , ale wschód go na dobre oddziela, można zaczynać od nowa...
Dobrze, gdyby to było taakie proste..Jest jeszcze noc,a nieprzespana ,może się przemienić w koszmar, i wcale nie trzeba śnić ..
Szkoda jedynie ,że sen da się przerwać..
Nie cierpię myśli nocnych..
Wyłażących spod farby na ścianach, z ubrań, z rzeczy ,których dotykałam..
Robi się coraz jaśniej co przynosi mi ulgę, wraz z odpływającymi powoli prześladowcami..
Mogę spokojnie wstać i zrobić sobie herbaty.
Jest miło:)
Wszyscy zapewne śpią, nie muszę obawiać się czyjejś nie zapowiedzianej-nie mile widzianej wizyty.
Nikt nie zadzwoni, nie wyśle wiadomości.
Mogę sobie siedzieć pić powoli i delektować się ciszą, spokojem..
Noc już się rozprasza..
Dzień Dobry!:)
poniedziałek, 20 maja 2013
Wszędzie noc
Autor: Unknown o 03:55
Subscribe to:
Komentarze do posta (Atom)




0 komentarze:
Prześlij komentarz